Środa. 6 września. Godz 17:14. Valletta.

Stolica Malty. Cudowne miejsce. Wizytówka najdalej wysuniętego na południe dumnego członka Unii Europejskiej. Leży niżej niż stolica niegdyś kluczowego wakacyjnego kierunku każdego polskiego Janusza i Grażynki. Tunezji rzecz jasna.

Wychodzę z biura. Gorąco jak na koncercie Dawida Kwiatkowskiego. Pot się leje. Sączy się jak krople rosy na piwie siedzących obok angielskich turystów w szortach i klapkach od Armaniego…

Czytaj dalej…